Rosnący eksport, napięta płynność. Jak firmy wpadają w lukę gotówkową i jak z niej wyjść

37

To jeden z najczęstszych momentów zwrotnych w firmie eksportowej: sprzedaż wygląda coraz lepiej, zamówień przybywa, a mimo to na koncie nie widać podobnej poprawy. Właściciel firmy patrzy na obroty i widzi wzrost. Księgowość pokazuje, że „dzieje się dobrze”. Tymczasem operacyjnie zaczyna brakować oddechu.

Dzieje się tak dlatego, że w eksporcie pieniądz bardzo często pojawia się na końcu procesu, a koszty — znacznie wcześniej.

Najpierw trzeba kupić surowce albo towar. Potem sfinansować produkcję, przygotować zamówienie, opłacić pracę zespołu, transport, magazynowanie, bieżące zobowiązania i podatki. Firma ponosi realne wydatki tu i teraz, żeby zrealizować sprzedaż, z której wpływ nadejdzie dopiero po czasie.

I właśnie ten czas robi różnicę.

Jeśli kontrahent zagraniczny płaci po 45, 60 czy 90 dniach, firma przez cały ten okres finansuje realizację zamówienia z własnych środków. Przy pojedynczej transakcji może to być jeszcze do udźwignięcia. Problem zaczyna się wtedy, gdy takich transakcji jest więcej i pojawiają się jedna po drugiej. Wzrost sprzedaży nie zmniejsza napięcia — często je wzmacnia.

To dlatego przedsiębiorcy czasem mówią: „mamy więcej zamówień niż rok temu, a gotówki jakby mniej”. Nie chodzi o to, że biznes się nie spina. Chodzi o to, że gotówka jest rozciągnięta w czasie.

Im szybciej rośnie eksport, tym większa presja na kapitał obrotowy. Firma musi utrzymać ciągłość działania, zanim spłyną środki z wystawionych faktur. A jeśli w tym samym czasie pojawi się nowe duże zamówienie, opóźnienie płatności albo sezonowy skok kosztów, napięcie finansowe staje się odczuwalne niemal natychmiast.

To moment, w którym wiele firm zaczyna szukać nie tyle „większej sprzedaży”, co sposobu na finansowanie należności i stabilizację cash flow — i tu pojawiają się rozwiązania, takie jak faktoring dla firm eksportowych.

Czym jest luka płynności w eksporcie?

Luka płynności to okres między momentem, w którym firma ponosi koszty realizacji zamówienia, a momentem, w którym otrzymuje zapłatę od kontrahenta. W eksporcie luka ta często wydłuża się przez odroczone terminy płatności i większą skalę transakcji.

To pojęcie warto rozumieć bardzo praktycznie: firma działa, produkuje, wysyła, płaci ludziom i dostawcom, ale pieniądze ze sprzedaży wracają dopiero po czasie. Sama sprzedaż jest realna, marża może być realna, a mimo to przez pewien okres firma funkcjonuje pod presją gotówki.

Luka płynności nie musi oznaczać złego zarządzania. Często jest naturalnym skutkiem modelu sprzedaży eksportowej — zwłaszcza wtedy, gdy firma rośnie, zdobywa większych odbiorców i pracuje na dłuższych terminach płatności.

Dlaczego w eksporcie luka bywa większa niż w sprzedaży krajowej?

W eksporcie ten problem zwykle narasta szybciej niż na rynku krajowym, bo nakłada się na siebie kilka czynników.

Dłuższe terminy płatności.
W relacjach międzynarodowych odroczenia 45, 60 czy 90 dni nie są niczym wyjątkowym. Dla odbiorcy to standard handlowy, dla dostawcy — dłuższy okres finansowania sprzedaży z własnej kieszeni.

Większe wolumeny zamówień.
Eksport często oznacza większe partie towaru lub bardziej wymagające kontrakty. To dobra wiadomość z perspektywy sprzedaży, ale też większe obciążenie gotówki na etapie realizacji.

Koszty logistyczne i operacyjne.
Transport, magazynowanie, przygotowanie dokumentacji, organizacja dostaw — wszystko to zwiększa poziom kosztów ponoszonych przed wpływem środków od kontrahenta.

Ryzyko opóźnień po stronie kontrahenta.
Nawet jeśli warunki współpracy są ustalone, opóźnienie jednej płatności może zaburzyć rytm finansowy firmy, szczególnie gdy kilka dużych należności przypada w podobnym terminie.

Presja na szybkie zwiększanie skali.
Gdy firma widzi popyt, naturalnie chce przyjąć kolejne zamówienia. Tyle że każdy nowy kontrakt zwiększa zapotrzebowanie na kapitał obrotowy. Bez odpowiedniego zabezpieczenia płynności wzrost zaczyna sam siebie obciążać.

W praktyce to właśnie dlatego firmy eksportowe tak często mierzą się z paradoksem: biznes rośnie, ale swoboda finansowa maleje. Rozwiązanie zwykle nie zaczyna się od pytania „jak sprzedać więcej?”, tylko od pytania „jak skrócić czas między sprzedażą a gotówką?”.

7 sygnałów, że firma wpada w lukę płynności mimo rosnącego eksportu

Problem z płynnością rzadko zaczyna się od spektakularnego kryzysu. Zwykle pojawia się po cichu: najpierw jako napięcie, potem jako ograniczenie decyzji, a na końcu jako realna bariera wzrostu. Dlatego warto wychwycić go wcześniej — zanim firma zacznie działać w trybie gaszenia pożarów.

Poniżej lista sygnałów, które często pojawiają się w firmach eksportowych, gdy sprzedaż rośnie szybciej niż gotówka.

1. Sprzedaż rośnie, ale saldo gotówki stoi w miejscu albo spada

Na papierze wszystko wygląda dobrze: obroty idą w górę, faktur jest więcej, zamówienia są większe. Mimo to stan konta nie pokazuje tego samego trendu. To pierwszy sygnał, że pieniądze są „uwięzione” w należnościach i nie wracają do firmy w tempie, którego wymaga skala działalności.

2. Firma zaczyna opóźniać płatności do dostawców

Nie zawsze wynika to z braku rentowności. Często to efekt przesunięcia w czasie wpływów i wydatków. Jeśli firma coraz częściej „przekłada” płatności, negocjuje dodatkowe dni albo płaci partiami, to znak, że płynność zaczyna być napięta.

3. Trudno przyjąć kolejne duże zamówienie

To jeden z bardziej nieoczywistych objawów. Popyt jest, klient chce kupić, ale firma nie ma komfortu finansowego, by wejść w realizację bez ryzyka. Problemem nie jest brak sprzedaży, tylko brak środków na sfinansowanie jej wyprzedzająco.

4. Wzrost obrotu wymaga ciągłego „dopłacania” z własnych środków

Właściciel lub zarząd regularnie zasila firmę gotówką, żeby utrzymać bieżący rytm działania. Taki mechanizm bywa akceptowalny przez krótki czas, ale jeśli staje się stałym elementem wzrostu, to znaczy, że model finansowania sprzedaży nie nadąża za skalą.

5. Wynagrodzenia i koszty stałe zaczynają „gonić” wpływy

Pensje, ZUS, podatki, czynsze, logistyka, paliwo, obsługa operacyjna — te koszty nie czekają na przelew od kontrahenta. Jeśli firma coraz częściej układa kalendarz płatności pod daty spodziewanych wpływów, działa już pod presją luki płynności.

6. Jedno opóźnienie klienta powoduje napięcie w całej firmie

Zdrowy system finansowy powinien mieć pewien margines bezpieczeństwa. Jeśli jedna spóźniona płatność uruchamia efekt domina — opóźnione przelewy, nerwowe decyzje, wstrzymanie zakupów — to znak, że firma działa na zbyt cienkiej warstwie płynności.

7. Firma jest rentowna na papierze, ale operacyjnie czuje brak oddechu

To sytuacja, która często budzi największą frustrację. Wynik finansowy wygląda przyzwoicie, zamówienia są, zespół pracuje, a mimo to codzienne decyzje podejmowane są pod presją gotówki. To nie musi oznaczać, że biznes jest słaby. Często oznacza po prostu, że cykl gotówki jest zbyt długi wobec tempa wzrostu.

Eksperci zajmujący się finansowaniem należności (np. w Bibby Financial Services) często wskazują, że przedsiębiorcy zgłaszają się dopiero wtedy, gdy problem dotyczy już nie jednej faktury, ale całego rytmu działania firmy.

Skąd dokładnie bierze się luka płynności?

Żeby dobrze dobrać rozwiązanie, warto najpierw rozłożyć problem na etapy. W wielu firmach luka płynności nie wynika z jednego błędu, tylko z naturalnej kolejności zdarzeń: koszty pojawiają się wcześniej niż wpływ gotówki ze sprzedaży.

Typowy scenariusz (timeline)

W uproszczeniu wygląda to tak:

W międzyczasie firma cały czas ponosi koszty: wypłaty, zobowiązania wobec dostawców, logistykę, magazyn, podatki, koszty stałe i operacyjne.

To oznacza, że przez kilkadziesiąt dni przedsiębiorstwo finansuje sprzedaż z własnych zasobów. Jeśli zamówień jest mało i są rozłożone w czasie, da się to zwykle kontrolować. Jeśli skala rośnie, to samo zjawisko zaczyna działać z dużo większą siłą.

Dlaczego wzrost pogłębia problem

Wzrost sprzedaży bywa intuicyjnie kojarzony z poprawą sytuacji finansowej, ale w krótkim okresie może zadziałać odwrotnie. Każde nowe zamówienie oznacza kolejne środki zaangażowane w realizację, zanim pojawi się płatność.

Im więcej zamówień, tym większa część gotówki „pracuje” poza kontem firmy — w surowcach, produkcji, transporcie i wystawionych fakturach. Z perspektywy wyniku to może być dobry moment. Z perspektywy płynności — bardzo wymagający.

Właśnie dlatego sukces sprzedażowy potrafi chwilowo zwiększyć napięcie finansowe. Firma rośnie, ale rośnie też skala środków potrzebnych do utrzymania tego wzrostu. I jeśli cykl wpływu gotówki pozostaje długi, luka płynności powiększa się razem z biznesem.

Ile może kosztować ignorowanie płynności

Problem z płynnością często bywa bagatelizowany do momentu, w którym firma wciąż sprzedaje i reguluje najważniejsze zobowiązania. Wtedy łatwo uznać, że sytuacja jest pod kontrolą. Koszt takiego podejścia rzadko jednak widać od razu w jednym miejscu. To nie tylko stan konta, ale też decyzje, których firma nie podejmuje, bo gotówka jest zamrożona w należnościach.

Prosty model liczenia

Żeby zobaczyć skalę zjawiska, wystarczy spojrzeć na kilka elementów, które najczęściej decydują o tym, czy eksport „niesie” firmę, czy ją napina finansowo:

Ten ostatni punkt bywa najbardziej niedoszacowany. Luka płynności kosztuje nie tylko wtedy, gdy brakuje pieniędzy na przelew. Koszt pojawia się także wtedy, gdy firma nie wykorzystuje szansy na wzrost.

Przykład liczbowy

Załóżmy, że firma ma trzy faktury eksportowe po 150 tys. zł każda. Łączna wartość należności wynosi 450 tys. zł. Termin płatności to 60 dni, a miesięczne koszty operacyjne firmy sięgają 220 tys. zł.

W takim układzie przedsiębiorstwo przez dwa miesiące czeka na wpływ 450 tys. zł, a w tym czasie musi normalnie funkcjonować. Same koszty operacyjne za ten okres to około 440 tys. zł. Oczywiście część środków może wracać z innych faktur, firma może mieć własną rezerwę albo korzystać z różnych form finansowania. Mimo to widać, jak łatwo rosnąca sprzedaż eksportowa zaczyna „zjadać” kapitał obrotowy.

Jeśli w tym samym czasie pojawia się kolejne duże zamówienie, firma staje przed wyborem: wejść w realizację i zwiększyć presję na gotówkę albo zrezygnować z części sprzedaży mimo realnego popytu. Wtedy koszt ignorowania płynności przestaje być abstrakcją.

W praktyce właśnie na tym etapie firmy zaczynają porównywać rozwiązania: od renegocjacji terminów, przez kredyt obrotowy, po finansowanie należności eksportowych oferowane przez wyspecjalizowanych partnerów, takich jak Bibby Financial Services.

Jak zamknąć lukę płynności? Cztery najczęstsze podejścia

Nie ma jednej metody, która pasuje do każdego eksportera. Różne modele sprzedaży, różne branże i różne relacje z kontrahentami sprawiają, że warto porównać najczęściej stosowane podejścia i ocenić je w konkretnych realiach firmy.

Renegocjacja terminów płatności

To zwykle pierwszy ruch: próba skrócenia terminu po stronie odbiorcy albo wydłużenia go u dostawców.

Najczęściej działa, gdy:

Najczęściej nie zadziała w pełni, gdy:

Zaliczki i przedpłaty

W pewnych branżach to świetny sposób na ograniczenie luki płynności: część realizacji zamówienia finansuje klient.

Najczęściej działa, gdy:

Najczęściej jest trudne, gdy:

Kredyt obrotowy

To klasyczne narzędzie do stabilizacji bieżącej działalności, szczególnie jako bufor na koszty operacyjne.

Najczęściej pomaga, gdy:

Najczęściej bywa mniej elastyczny, gdy:

Finansowanie należności eksportowych

To podejście jest szczególnie istotne tam, gdzie sednem problemu jest czas: sprzedaż jest, ale gotówka wraca z opóźnieniem. Kluczową korzyścią jest skrócenie cyklu gotówki i poprawa przewidywalności płynności.

Najczęściej pasuje, gdy:

Kiedy finansowanie należności eksportowych ma sens, a kiedy nie

To narzędzie warto oceniać przez pryzmat konkretnej sytuacji firmy. W jednych przypadkach będzie bardzo trafne, w innych problem leży poza należnościami.

Najczęściej ma sens, gdy:

Nie zawsze będzie najlepszym wyborem, gdy:

Dobra decyzja zaczyna się od diagnozy, bo finansowanie należności pomaga skrócić czas między sprzedażą a gotówką, ale nie naprawi problemów strukturalnych.

Jak wygląda to w praktyce? Proces decyzji i wdrożenia

W firmach eksportowych rozsądny proces zaczyna się od prostego pytania: gdzie dokładnie „rozciąga się” gotówka w czasie. Dopiero potem ma sens porównywanie narzędzi.

Co firma przygotowuje do rozmowy

Najczęściej wystarczy uporządkować podstawowe informacje: listę odbiorców zagranicznych, wolumen faktur, typowe terminy płatności, sezonowość sprzedaży i historię współpracy z kluczowymi kontrahentami. Już samo zebranie tych danych pozwala zrozumieć, czy napięcie wynika z jednego dużego odbiorcy, ogólnego wydłużenia terminów, czy tempa wzrostu.

Jak wygląda wstępna analiza potrzeb

Kolejny krok to diagnoza źródła luki płynności i dopasowanie rozwiązania do modelu sprzedaży. Inaczej działa firma z regularnymi fakturami i stałymi odbiorcami, inaczej przedsiębiorstwo z projektową sprzedażą albo sezonowymi skokami zamówień. W tym miejscu zapada też decyzja, czy potrzeba stałego mechanizmu finansowania należności, czy raczej wsparcia na okres wzrostu lub sezonu.

 

Artykuł sponsorowany

Exit mobile version