Narracja o Przesmyku Suwalskim jako strefie zagrożonej konfliktem zbrojnym stopniowo traci na aktualności. Tak przynajmniej wynika z artykułów w zagranicznych mediach.
Chociaż w ostatnim czasie Euronews wspominał o polsko-litewskich przygotowaniach ewakuacji ludności cywilnej na wypadek poważnego kryzysu przez zagrożony Przesmyk Suwalski , to już niemiecki Zeitung pisze o terenie łagodniej.
Ostatni raport wpływowego medium informuje, że między Kaliningradem a Białorusią ludzie bardziej martwią się cenami paliw niż czołgami.
Jednym z najbardziej znanych głosów ostrzegających przed zagrożeniem na Przesmyku Suwalskim jest Ben Hodges, emerytowany generał broni USA, który dowodził podczas inwazji na Irak. W 2015 roku nazwał Przesmyk suwalski jednym z najbardziej newralgicznych punktów na mapie świata.
Berliner Zeitung podkreśla, że każdy kto przemierza leśne szlaki samochodem terenowym, nie znajdzie ani ukrytych czołgów, ani dużych baz wojskowych. Zamiast tego są gospodarstwa i małe wsie.
Jak czytamy w opublikowanym artykule, niemiecki wywiad nie dostrzega obecnie żadnych oznak, że Rosja przygotowuje się do ataku na terytorium NATO na dużą skalę.
Sceptycy uważają, że Przesmyk Suwalski jest przereklamowany, bo teren z pagórkami, lasami, jeziorami i rzekami, sprzyja obrońcom i utrudnia natarcie czołgów. Odkąd Finlandia i Szwecja przystąpiły do NATO, Morze Bałtyckie jest w dużej mierze otoczone przez państwa sojusznicze, a korytarz stracił na znaczeniu.
źródła: Euronews, Zeitung
