GIBY
Wraca temat budowy chlewni w miejscowości Pomorze na Sejneńszczyźnie.
Chodzi o głośną sprawę, która miała swój początek w połowie 2024 roku. Głośną, bo na wieść o zabiegach inwestora, który chciał zbudować tuczarnię na blisko 2000 sztuk, zaprotestowała grupa mieszkańców. Obawiali się skażenia środowiska, odoru, ale też ciosu w branżę agroturystyczną. Protesty odbiły się echem nawet w Sejmiku Województwa Podlaskiego. Towarzyszyło im wiele emocji, komentarzy i spekulacji. W międzyczasie głos zabrały instytucje, które zgodnie z literą prawa opiniują takie wnioski inwestycyjne. Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna, Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska i Wody Polskie.
Pierwsza z wymienionych wydała przychylną inwestycji opinię. RDOŚ i Wody Polskie były przeciwne. Ostateczny głos należał do Roberta Bagińskiego, wójta gminy Giby, a ten po analizie wniosku i opinii wydał decyzję odmowną. Jak wówczas zaznaczył, dopatrzył się szeregu nieścisłości. Ponadto inwestycja miałaby negatywny wpływ na środowisko. Dodał, że odmowa jest podyktowana przepisami i obiektywizmem. Robert Bagiński nie krył, że sprawa nie była łatwa, tym bardziej, że spotkał się z szeregiem, nieuzasadnionych i fałszywych zarzutów z obu stron.
Zastrzegł, że w gminie Giby wiodącą działalnością jest rolnictwo, ale musi być ono zrównoważone, a nie przemysłowe. Inwestor odwołał się od decyzji do Samorządowego Kolegium Odwoławczego i sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia. Teraz RDOŚ wydał opinię negatywną dla tej inwestycji, a Wody Polskie pozytywną. Przed Robertem Bagińskim, wójtem gminy Giby kolejna decyzja w tej samej sprawie. Jak zapewnia, obiektywnie rozpatrzy wszystkie argumenty.












